Snippet
Supertrio Meryl Streep (trzykrotna laureatka Oscara), Jonathan Demme (Oscar za "Milczenie owiec", "Filadelfia", "Rachel wychodzi za mąż") i Diablo Cody (Oscar za scenariusz do filmu "Juno") przedstawia historię starzejącej się gwiazdy rocka, która w młodości porzuciła rodzinę na rzecz show biznesu. Teraz wraca na łono rodziny, a właściwie próbuje pozbierać jej szczątki. Nie jest przy tym pokorna i cierpliwa, tak jak współczująca nie jest jej rozwiedziona córka.

gatunek: Dramat
produkcja: USA
reżyser: Jonathan Demme
scenariusz: Diablo Cody
czas: 1 godz. 41 min.
zdjęcia: Declain Quinn
rok produkcji: 2015
budżet: 18 milionów $
ocena: 6,5/10








 
Najtrudniejsze są powroty


Meryl Streep znana jest na całym świecie ze swoich niezwykłych kreacji aktorskich, dzięki którym zdobyła już trzy Oscary. Można by powiedzieć, że jest mistrzynią transformacji ponieważ zawsze udaje jej się rewelacyjnie wpasować w postać, którą właśnie odgrywa. Za każdym razem jest to nowa rola, nowe wyzwanie, ale zawsze udaje jej się nas zachwycić. Tym razem wraz z reżyserem Jonathanem Demme oraz scenarzystką Diblo Cody opowiada nam historię Ricki, która porzuciła rodzinę na rzecz kariery muzycznej. Sprawdźmy więc jak to supertrio poradziło sobie z tą historią.

Fabuła produkcji skupia się rzecz jasna na Ricki, która po latach rozłąki z rodziną stara się zasklepić stare rany. Już z opisu możemy wywnioskować, że jest to film z serii "odbudowujemy rodzinne relacje", który posiada bardzo schematyczną i wielokrotnie już powielaną linię dramatyczną. Ileż to już było filmów tego typu? Na szczęście "Nigdy nie jest za późno" jest odrobinę inny. Prosta i do bólu schematyczna fabuła jest tutaj lekko zmodyfikowana, jak również główna bohaterka znacznie odbiega od wcześniej przedstawianych postaci. Dzięki temu opowieść jest w miarę intrygująca i nie aż tak przewidywalna jak można by przypuszczać. Oczywiście nie ma co nastawiać się na arcydzieło. O obrazie Demme'a powiedziałbym raczej że jest poprawny i całkiem "schludny". Do tego nie jest przeładowany zbędą treścią, ani nie posiada żadnych wątków pobocznych, które niepotrzebnie próbowały by rozbudować
całość. Dzięki temu film jest niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze. Nie zmęczy nas, ani nie znudzi. Będzie idealnym seansem na "ciężkie" wieczory.  Rzecz jasna nie ma  mowy o oryginalnej fabule czy skomplikowanych relacjach rodzinnych, które ciężko doprowadzić do ładu. Mamy same konkrety, które po prostu dobrze się prezentują i nie kują nas w oczy.

Jednym z plusów "Nigdy nie jest za późno" jest bardzo dobre aktorstwo. Na pierwszym planie mamy oczywiście rewelacyjną Meryl Streep, która nadrabia za nieco ubogą fabułę. Tak samo jak w "Sierpień w hrabstwie Osage" lub "Tajemnicach lasu" wciela się w silną, zdecydowaną, samodzielną i krnąbrną postać, która zawsze będzie się wyróżniać spośród innych. Oprócz tego jej bohaterka jest wielką optymistką, a co za tym idzie nie rozpamiętuje przeszłości tylko stara się iść naprzód, zostawiając w tyle dawne dzieje. Bardzo podoba mi się postawa Ricki, ponieważ wyróżnia się na tle podobnych jej postaci, a to sprawia, że jest w pewnym sensie oryginalna. Na ekranie pojawiają się również Kevin Kline, Mamie Gummer (córka Meryl), Rick Springfield oraz Sebastian Stan.

Film posiada spokojny klimat oraz lekki humor. Ma pozytywny wydźwięk, ale na szczęście nie jest przesłodzony. Jednakże to co go najmocniej charakteryzuje to rockowa nuta w postaci zespołu The Flash, który nieustannie umila nam seans świetnymi wykonaniami znanych piosenek. Dodają one  produkcji werwy oraz wyjątkowego tonu. Warto również wspomnieć o świetnym wokalu Meryl.

Podsumowując "Nigdy nie jest za późno" to bardzo lekki, przyjemny film, który można bez problemu obejrzeć w jesienne wieczory. Niestety cechuje go bierność i schematyczność, a całość wygląda raczej jak produkcja telewizyjna, a nie kinowa. Niemniej jednak da się odnaleźć w nim pozytywną energię, dobre aktorstwo, lekki humor oraz oryginalne rockowe brzmienia. Koniec końców można sięgnąć po najnowszą produkcję z Meryl Streep chociażby z samego względu na rolę wybitnej aktorki.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

Najnowszy film Paolo Sorrentino, nagrodzonego Oscarem za "Wielkie piękno". W roli głównej Michael Caine jako słynny kompozytor, spędzający wraz z rodziną wakacje w luksusowym hotelu w Alpach. Przed laty postanowił, że nigdy więcej nic nie skomponuje oraz przestanie dyrygować. Niespodziewana wizyta wysłannika brytyjskiej Królowej, którego początkowo nie chce przyjąć ani wysłuchać, zmusi go do konfrontacji z najbliższymi oraz z własnym życiem.

gatunek: Dramat
produkcja: Francja, Wielka Brytania, Szwajcaria, Włochy
reżyser:Paolo Sorrentino
scenariusz: Paolo Sorrentino
czas: 1 godz. 58 min.
muzyka: David Lang
zdjęcia: Luca Bigazzi
rok produkcji: 2015
budżet:
ocena: 9,5/10











Sanatorium pogodna jesień


Po wielkim sukcesie jakim dla Paula Sorrentino był film "Wielkie piękno", który zdobył mnóstwo nagród, a w tym tą najbardziej przez wszystkich znaną czyli Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny, wszyscy zastanawiali się jakie będzie kolejne dzieło reżysera. Jak się okazało twórca powrócił na ekrany kin z dramatem "Młodość", który przypuszczam tak jak "Wielkie piękno" powalczy o niejedną nagrodę. Co więc w nowym filmie Sorrentino jest takiego wyjątkowego?

Omawianie produkcji można zacząć już od samego zwiastuna, który w pełni oddaje klimat oraz problematykę filmu. Jest poważnym wstępem do tego co zobaczymy na ekranie. A trzeba przyznać, że jest tego sporo. Sorrentino ukazuje nam historię nie jednej, nie dwóch, ale co najmniej pięciu postaci, z których każda jest na swój sposób wyjątkowa. Oczywiście nie da się ukryć, że wątek Freda Ballinger'a, byłego kompozytora jest tutaj najważniejszym punktem produkcji. Nie oznacza to jednak, że jest to jedyny godny uwagi wątek. Przez historię przewija nam się mnóstwo rozmaitych treści dotyczących ogromnej ilości postaci, z których jedne uzupełniają fabułę, a inne są jej istotną częścią. Wszystko to sprawia, że dostajemy niezwykle intrygujący, fenomenalnie skrojony i napisany film, który ogląda się bez westchnienia mimo, że trwa prawie dwie godziny. Reżyser opowiadając nam o życiu swoich postaci posługuje się niezwykłą gracją i profesjonalizmem czyniąc ze swojego obrazu zbiór opowieści, z których każdą można by wyjąć i opowiedzieć jako samodzielną fabułę. Coś niezwykłego. Oprócz tego obraz Sorrentino jest bardzo tajemniczy. Twórca nie podaje nam informacji na tacy tylko zmusza nas do ruszenia głową i wyciągnięcia właściwych wniosków z obserwacji przebiegu zdarzeń ekranowych. Nic nie jest powiedziane wprost przez co prawie każda scena musi zostać przez nas dokładnie zrozumiana bo inaczej nie załapiemy co twórca chce nam przekazać i dlaczego. Z jednej strony jest to bardzo ekspresyjna i luźna forma pozwalająca na osiągnięcie wielu interpretacji każdej ze scen, ale zaś z drugiej strony bardzo problematyczna jeśli w pewnym momencie zgubimy wątek. Niestety, ale podczas oglądania filmu trzeba wytężyć myślenie.

Kolejną wartą uwagi rzeczą w filmie są ciekawie zarysowane postacie, których historie niesamowicie intrygują. Reżyser do samego końca trzyma nas w niepewności co do motywów ich zachowań i sposobu pojmowania różnych tematów. Posługuje się przy tym licznymi metaforami, które dodatkowo komplikują  rozumienie całości. Oprócz tego ciekawie prezentuje się przedstawienie całego ośrodka wypoczynkowego jako nieciekawego i wręcz zmechanizowanego miejsca, w którym można spędzić całe wakacje nawet tego nie zauważając.

W składzie aktorskim "Młodości" mamy prawdziwe gwiazdy, które świetnie prezentują się na ekranie przez co automatycznie windują ocenę produkcji do góry. W obsadzi znaleźli się świetny Michael Caine, rewelacyjny Harvey Keitel, bardzo dobra Rachel Weisz oraz równie dobry Paul Dano. Oprócz tego pojawiają się Robert Seethaler, Jane Fonda i Alex MacQueen. Co do reszty obsady nie mam zastrzeżeń ponieważ każdy zaprezentował się na dobrym poziomie.

W produkcji możemy również natrafić na rewelacyjne zdjęcia, które ukazują piękno górskich krajobrazów, genialną muzykę, która na długo po seansie będzie nas prześladować oraz bardzo dobrze dopasowane do obrazu piosenki rozmaitych wykonawców jak i kompozycje klasyczne. To świetne połączenie gwarantuje piorunujące wrażenia. Dodatkowo całość jest zrobiona z niemałym rozmachem, a gdzieniegdzie pojawiają się nawet efekty specjalne. Ciekawie prezentuje się również mieszany ton produkcji, który świetnie się równoważy balansując między dramatem, komedią i  refleksyjno-egzystencjalnym stylem.

Wszystkie te poszczególne elementy tworzą niezwykle intrygujące, wciągające, głębokie i klimatyczne dzieło, które rewelacyjnie się ogląda. Do tego dochodzi jeszcze doborowa obsada i genialne wykończenie. Muszę przyznać, że już dawno żaden film mnie tak nie zachwycił. Mogło by się walić i palić, a i tak nie oderwał bym się od projekcji. Tak mnie ten obraz "wciągnął". Naprawdę warto sięgnąć po tę produkcję. A szczególnie polecam ją wszystkim osobom szukającym niezwykłych doznań (tych duchowych i wizualnych) podczas seansu. Nie pożałujecie.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.
 
Robert Zemeckis, twórca „Forresta Gumpa” i „Cast Away: poza światem”, zabiera nas w świat magii, przedstawiając historię Philippe’a Petita, francuskiego artysty-linoskoczka, który w 1974 r. w spektakularny sposób, bez jakichkolwiek zabezpieczeń, przeszedł po  stalowej linie rozpostartej między nowojorskimi wieżami World Trade Center. Podniebny spacer trwał 45 minut. Drobna sylwetka ubranego na czarno mężczyzny stała się symbolem, a wyczyn przyniósł mu międzynarodowy rozgłos i zapewnił miejsce w historii (nikomu nie udało się tego powtórzyć). Współcześni ocenili dokonanie Petita jako romantyczny gest skierowany przeciw wyrachowanemu światu korporacji zajmujących biura World Trade Center.

gatunek: Biograficzny, Dramat
produkcja: USA
reżyser: Robert Zemeckis
scenariusz: Christopher Browne, Robert Zemeckis
czas: 2 godz. 3 min.
muzyka: Alan Silvestri
zdjęcia: Dariusz Wolski
rok produkcji: 2015
budżet: 35 milionów $
ocena: 7,7/10







 
Spełniać swoje marzenia


Robert Zemeckis znany jest z tego, że lubi opowiadać nam niespotykan historie ludzi, którzy doświadczyli czegoś niezwykłego. Najlepszymi przykładami tej tezy są każdemu znane tytuły filmowe jak: "Forrest Gump" czy "Cast Away: Poza światem", w których to reżyser przedstawiał nam niezwykle oryginalną i intrygującą historię ludzi pokonujących wszelkie bariery. Z "The Walk" jest całkiem podobnie, gdyż twórca opowiada nam w nim o niestrudzonych wysiłkach Philippe'a Petita, który najbardziej na świecie pragnął przejść pomiędzy dwoma wieżowcami World Trade Center. I udało mu się. Jednakże czy reżyser podołał zadaniu opowiedzenia nam przekonującej historii?

Fabuła filmu nie tylko skupia się na samym wyczynie Petita, ale również bardzo dokładnie opowiada o tym co miało miejsce na długo przed samą decyzją o przejściu po linie. Oglądając obraz mamy wrażenie, że obcujemy z dwoma poprzednimi produkcjami twórcy. Z jednej strony mamy przedstawione, życie naszego bohatera od momentu kiedy zdał sobie sprawę, że chce zostać linoskoczkiem (czyli od okresu dzieciństwa) jak w "Forrescie Gump'ie", a zaś z drugiej strony mamy ukazane niestrudzone działania Petita do spełnienia swojego marzenia prawie jak w "Cast Away". Oprócz tego narratorem całej opowieści jest główny bohater. Na pierwszy rzut oka  można dostrzec wiele podobieństw do wcześniejszych filmów reżysera. Na szczęście na podobieństwach się kończy. Zemeckis posługuje się tylko sprawdzonymi schematami, które są kluczem do sukcesu, a przecież całą opowieść i tak napisało samo życie. Co do fabuły to jest ona intrygująca i wciągająca, aczkolwiek nie zawsze jest wstanie maksymalnie przykuć naszą uwagę. Zdarzają się przestoje w akcji w postaci mało ciekawych scen przez co niekiedy film może nam się dłużyć. Oprócz tego produkcja posiada skrupulatnie stworzony scenariusz dzięki czemu całość jest lekka i przejrzysta. Nie ma żadnych niedomówień czy przeskoków w akcji. Produkcja sprawia wrażenie dobrze skrojonej i opowiedzianej historii, którą bardzo przyjemnie się ogląda. Oprócz tego obraz jest utrzymany w takim bajkowym stylu, który emanuje pozytywną energię i motywuje nas do spełniania swoich marzeń, nawet tych najbardziej szalonych. Niestety twórcy zdarzają się potknięcia w postaci źle skomponowanych lub dopasowanych scen, które nie pasują do całości. Takim przykładem może być scena z "trumną" czy też nagle znikąd pojawiająca się mewa (oglądając film zrozumiecie). Jednakże tym co przeszkadzało mi w "The Walk" najbardziej był narrator. Według mnie był on niedopasowany do obrazu przez co często odrywał nas od produkcji wprowadzając zamieszanie. Być, może to tylko moje zdanie, ale podczas oglądania filmu odniosłem właśnie takie wrażenie. Gdyby bardziej dopracowano kwestię narratora oraz momenty kiedy ma się pojawiać z pewnością wyszłoby to lepiej.

Pod względem aktorskim produkcja wypada naprawdę dobrze. Mamy w niej zarówno światowej sławy aktorów oraz tych mniej znanych. Na pierwszym planie mamy oczywiście Josepha Gordona-Levitt'a, który rewelacyjnie wcielił się w postać Petita. Artysta zaskoczył mnie pokazując całkiem nowe pokłady swoich zdolności, dzięki którym jak najbardziej kupuję przedstawianego przez niego bohatera. Oprócz tego posługując się specjalnie akcentowanym angielskim, udowadnia swoje wielkie zaangażowanie w rolę. Levitt nawet wziął tygodniowy kurs chodzenia po linie u samego Petita! Na ekranie pojawiają się także Charlotte Le Bon jako Annie - miłość Petita, James Badge Dale, Ben Schwartz oraz Benedict Samuel jako pomocnicy Philippea przy kreowaniu jego misternego planu. Dodatkowo mamy Bena Kingsley'a w bardzo ciekawej kreacji Papy Rudy'ego.

Wybierając się na "The Walk. Sięgając chmur" należy zwrócić uwagę na  rozmach z jakim wykonano produkcją. Mamy świetne i widowiskowe scenografie oraz rewelacyjne zdjęcia Dariusza Wolskiego, które są w stanie nas przenieść do świata filmu. Obraz posiada również fenomenalne efekty specjalne, dzięki którym Nowy Jork z 1974 roku wygląda nadzwyczaj realistycznie. Do tego dochodzą, jeszcze świetnie odwzorowane z najmniejszymi szczegółami wieże World Trade Center. Efekt całościowy robi ogromne wrażenie, szczególnie gdy oglądamy film w technologii IMAX 3D. Podczas spaceru Petita można się nieźle przestraszyć dlatego osobom z lękiem wysokości nie polecam IMAXA, aczkolwiek naprawdę warto wybrać się na produkcję w tej technologii, gdyż gwarantuje niezapomniane wrażenia.

Podsumowując, najnowszy film Roberta Zemeckis'a pomimo kilku niedopasowanych scen i niepasującego do całości narratora prezentuje się całkiem dobrze. Oczywiście można by troszeczkę skrócić obraz i zostawić tylko te najważniejsze sceny przez co może uniknięto by przestoi w akcji, a całość była by lepiej dograna. Niemniej jednak historia jest bardzo skrupulatnie opowiedziana dzięki czemu całość jest niezwykle lekka i przyjemna w oglądaniu. Oprócz tego produkcja posiada bardzo wartościowy przekaz mówiący nam, że warto mieć marzenia i dążyć do ich realizacji, gdyż kiedy uda nam się je spełnić będziemy najszczęśliwszą osobą na ziemi. I trzeba przyznać, że coś w tym jest.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

Oparta na faktach opowieść o narodzinach i upadku gangsterskiego imperium braci bliźniaków Rona i Reggie’go Kray, którzy w barwnych latach 60-tych terroryzowali Londyn. W walce o miejsce na szczycie byli zawsze bezlitośni i nierozłączni, ich brutalność przeszła do legendy. Jednak gdy pojawiły się wielkie pieniądze, władza i kobiety, ich drogi zaczęły się rozchodzić. Pojawiły się odmienne pomysły na prowadzenie "biznesu", a w konsekwencji konflikty, na które tylko czekali ich wrogowie.


gatunek: Biograficzny, Gangsterski
produkcja: USA
reżyser: Brian Helgeland
scenariusz: Brian Helgeland
czas: 2 godz. 11 min.
muzyka: Carter Burwell
zdjęcia: Dick Pope
rok produkcji: 2015
budżet: 25 milionów $
ocena: 7,5/10









 
Rodzina to rzecz święta


Najnowszy film Briana Helgeland'a już na długo przed premierą wywołał nie małe poruszenie. Jednakże całe to zamieszanie spowodowane było nie tematyką filmu, gdyż już wcześniej było kilka produkcji o zabójczym rodzeństwie, które terroryzowało Londyn, a głównie informacją mówiącą, że w roli obydwu braci wystąpi Tom Hardy. Niecodziennie widzi się aktorów w takich rolach dlatego tym bardziej zaintrygowała mnie ta produkcja. Jednakże Hardy to jedno, a co z resztą?

Fabuła produkcji skupia się wokół bliźniaków Krey oraz na okresie ich największej działalności jako gangsterów. Film tak naprawdę rozpoczyna się w momencie kiedy jeden z braci – Ronald poznaje Frances, w której się zakochuje. Warto również nadmienić, że narratorem całej opowieści jest właśnie Frances, która prowadzi nas przez całą historię. Ta zaś jest całkiem intrygująca i wciągająca. Mimo, że opowiada o dwóch gangsterach prezentuje się w niezwykle lekkiej formie dzięki czemu film ogląda się bardzo przyjemnie. Ile w obrazie jest prawdy nie mam pojęcia, ale wiem na pewno, że twórca przedstawił nam w nim całą masę zdarzeń, które wypełniają produkcję po brzegi. Nie da się jednak ukryć, że w większości dzieło Helgeland'a skupia się na życiu Ronalda Kreya oraz jego miłości do Frances. Wątek ten jest tak bardzo rozbudowany, że momentami mamy wręcz wrażenie, że to jest jakiś dramat-miłosny, a nie kino gangsterskie. Bo z "Legend" jest tak, że raz mamy do czynienia z motywem melodramatycznym, a później zaś z intrygą gangsterską w pełnym wydaniu. Te przeskoki w tonie prowadzenia akcji widać przez co niestety ukazują one słabszą stronę filmu. Do minusów zaliczam również wcześniej wymienione uwypuklenie sylwetki Ronalda, a zostawienie w cieniu postaci Reggiego oraz to, że film całościowo nie przemawia do mnie jako kino gangsterskie. Jednakże pomimo tych braków obraz i tak prezentuje się dobrze.

W roli głównej mamy Toma Hardy'ego jako Ronalda i Reggiego Krey. Hardy jak najbardziej podołał zadaniu sportretowania dwóch odmiennych osobowości dzięki czemu, obie postacie są tak intrygujące. Posługując się odmienną mimiką, postawą i głosem udało mu się stworzyć ciekawą i wiarygodną sylwetkę drugiego z braci. Oczywiście pomocna okazała się także niewielka charakteryzacja. Obok Hardy'ego na ekranie pojawiają się Emily Browning jako Frances - miłość Ronalda, David Thewlis jako Leslie Payne - doradca strategiczny rodzeństwa, Christopher Eccleston jako Nipper Read - główny śledczy w sprawie przestępstw rodzeństwa oraz Paul Anderson jako Albert Donoghue – prawa ręka Ronalda. Oprócz nich pojawiają się także: Taron Egerton znany z "Kingsmen", Colin Morgan czyli były Merlin oraz Sam Spruell i Paul Bettany. Co do obsady nie mam rządnych zastrzeżeń, gdyż mamy mocny skład aktorski, który świetnie się prezentuje, a rola Hardy'ego jest wisienką na torcie.

W filmie mamy również do czynienia z wieloma ciekawymi scenografiami, przyzwoitą muzyką i dobrymi zdjęciami. Nad wszystkim góruje świetny klimat, od którego produkcja aż kipi. Jest niezwykle oryginalny i wyrazisty dzięki czemu obraz wiele zyskuje. Oprócz tego w dziele  Helgeland'a możemy napotkać rewelacyjny humor, który świetnie równoważy zarówno wątek miłosny jak i gangsterskie intrygi.

Podsumowując "Legend" pomimo kilku błędów prezentuje się naprawdę dobrze. Mamy na pokładzie całkiem ciekawą historię, bardzo dobrych aktorów oraz świetny klimat i niecodzienny humor. Oprócz tego obraz jest lekki i bardzo przyjemnie się go ogląda. Choć zagraniczni recenzenci filmem nie byli zachwyceni, to jednak ja mogę go wam polecić i zapewnić, że warto się na niego wybrać.

Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

W Waszyngtonie, wiele dzieci wspomina o swoim wyimaginowanym przyjacielu imieniem Drill. Rodzice nie zdają sobie jednak sprawy, że nie jest on tak wyimaginowany, jak im się wydaje. Gdy tajemnicze zabawy, do których Drill nakłania dzieci okazują się niebezpieczne, agentka FBI, Claire Bennigan, specjalizująca się w kontaktach z dziećmi, zostaje wezwana, by zbadać sprawę. Czego chce Drill  i czemu komunikuje się wyłącznie z dziećmi? Rozpoczyna się wyścig, w którym stawką jest nie tylko życie rodzin maluchów, ale bezpieczeństwo całego świata . A czas ucieka.

twórca: Soo Hugh
oryginalny tytuł: The Whispers
gatunek: Dramat, Sci-Fi 
kraj: USA
czas trwania odcinka: 1 godz
odcinków: 13
sezonów: 1
muzyka: Conrad Pope, Robert Duncan
zdjęcia: Jeff Cutter,  Adam Suschitzky
produkcja: abc
ocena: 8,5/10 (system oceny seriali wyjaśniam tutaj) 
wiek: dozwolone od 13 lat (wg. KRRiT)







O "The Whispers" dowiedziałem się już w zeszłym roku. Stwierdziłęm wtedy, że pociąga mnie tytuł i chętnie bym te serial zobaczył. Później minęło ponad rok do czasu kiedy premierę miał pierwszy odcinek. Już prawie zapomniałem sobie o produkcji, gdy nagle wyskoczyło mi info o pilocie. Oczywiście z początku się ociągałem, ale jak już po niego sięgnąłem to dopiero się zaczęło...



A czy ty miałeś w dzieciństwie zmyślonego przyjaciela?


Z reguły nowe produkcje telewizyjne pojawiają się dwa razy do roku. Są to okresy: wiosenny i jesienny. Jednakże wyróżnia się jeszcze trzeci okres nazywany przez telewizję midseason. Pora ta przypada na dziurę pomiędzy cyklem wiosenny i jesiennym, czyli na kochane przez nas wszystkich wakacje. Dla wielu stacji jest to okres zastoju, ale dla innych zaś szansa na zdobycie dużej ilości widzów. Choć w czasie letniej przerwy niechętnie siadamy przed telewizorem to jednak nie oznacza to, że w ogóle. Zdarzają się wyjątki jak chociażby "Miasteczko Wayward Pines", które zgromadziło rekordowa liczbę widzów, właśnie w czasie midseason. "Szepty" także pojawiły się w tym czasie jednakże jeśli chodzi o wyniki oglądalności to niestety jest już gorzej. Wcale nie oznacza to jednak, że serialowi czegoś brakuje. Aby to udowodnić przyjrzymy się bliżej produkcji, której producentem wykonawczym jest Steven Spielberg.

To co na pierwszy rzut oka z pewnością nas zachęci do oglądania serialu jest pierwszy odcinek, który kipi od tajemnicy, akcji oraz świetnego napięcia. Jest idealnym wstępem do całości dzięki czemu bez wahania sięgniemy po resztę epizodów. A uwierzcie mi jest po co sięgać. Serial jest niezwykle intrygujący i tajemniczy, a najlepsze w nim jest to, że nie przestaje nas zadziwiać. Twórcom udało się skonstruować niezwykle przemyślaną i ciekawą historię, która pochłania nas bez reszty. Oprócz tego potrafi wielokrotnie nas zaskoczyć oraz sprowokować do własnych spekulacji na temat przebiegu zdarzeń. A wszystko zaczyna się od małej dziewczynki – Harper, która po prostu chciała zagrać w grę ze swoim "wymyślonym" przyjacielem o imieniu Drill. Scenarzystom udało się stworzyć bardzo zagmatwaną intrygę, która nieustannie kręci się wokół dzieci mających kontakt z Drillem. Sam pomysł na stworzenie postaci Drilla jako "zmyślonego przyjaciela" wielu dzieci jest zaskakująco dobry. Choć twórcy systematycznie ujawniają nam kolejne wątki i powoli prowadzą nas do rozwiązania całej zagadki to i tak cała mistyfikacja zostaje nam ujawniona dopiero na sam koniec całej serii. Dopiero wtedy jesteśmy w stanie pojąć o co tak naprawdę chodziło Drillowi. Warto także zwrócić uwagę na to z jaką lekkością i płynnością twórcy prowadzą nas przez cały serial. Nie owijają w bawełnę, ani nie starają się czegoś specjalnie skomplikować. Dzięki temu akcja serialu jest taka wartka, a wydarzenia przedstawiane na ekranie takie wciągające. Naprawdę ciężko jest nam się oprzeć pokusie poznania prawdy, gdyż ciągle nam się zdaje, że jest ona na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło by sięgnąć i wziąć ją.

Kolejnym plusem serii są rewelacyjnie napisane i zagrane postacie. Każda z nich ciągnie za sobą bagaż doświadczeń oraz posiada bardzo precyzyjnie nakreśloną psychikę. Bynajmniej nie są to bezpłciowe i nudne postacie. Bohaterowie "Szeptów" to ciekawe i silne osobowości, które nie tylko dbają o dobro swoje, ale i ogółu. Prezentują sobą niecodzienną odwagę jak i zaangażowanie dla sprawy. Oprócz tego są przedstawieni w jak najbardziej naturalny sposób przez co bardzo łatwo możemy się z nimi utożsamić, polubić ich oraz kibicować im w dramatycznych sytuacjach. W składzie aktorskim znajdują się: Lily Rabe, Milo Ventimigilia, Barry Sloane, Kristen Connoly oraz Catalina Denis. Oczywiście nie można zapomnieć o młodszej części obsady w której w skład wchodzą: Kyle Harrison Breitkopf, Kylie Rogers oraz Abby Ryder Fortson. Cała obsada pokazała naprawdę dobry poziom, a w szczególności dzieci, które wypadły rewelacyjnie.

Produkcja może pochwalić się także nieziemskim klimatem, który jest na pograniczu grozy i psychozy. Potrafi wprowadzić nas w odpowiedni nastrój i sprawić, że ciarki przejdą nam po plecach. Jest bardzo tajemniczy oraz budujący napięcie. W połączeniu z intrygującą fabułą oraz niezwykle klimatyczną muzyką Conrada Pope'a i Roberta Duncan'a prezentuje się rewelacyjnie. Niestety jeśli chodzi o efekty specjalne to tutaj jest już niestety gorzej. Co prawda w serialu nie ma wielu scen wymagających jakiś poważniejszych zabiegów, to mimo to jak już jakieś się pojawiają to wypadają przeciętnie.

Niemniej jednak całościowo "Szepty" prezentują się naprawdę bardzo dobrze. Mamy świetnie skonstruowaną historię, która trzyma nas w napięciu. Mamy wartką akcję przez co nie mam mowy o nudzie oraz świetne postaci, aktorów, klimat i muzykę. Naprawdę nie spodziewałem się, że tak przypadnie mi do gustu ta propozycja. Prawdę mówiąc niewiele jest seriali sci-fiction posiadających intrygującą fabułę i naprawdę dobry poziom. Tym bardziej nie rozumiem dlaczego nie ma jeszcze zapowiedzianej kontynuacji. Stacji nie zadowoliły wyniki oglądalności serii, które jak na ten okres telewizyjny są w miarę przyzwoite. W szczególności, że "The Whispers" gromadziło znacznie większą widownię niż reszta seriali wyświetlanych w tym okresie (oczywiście poza "Miasteczkiem Wayward Pines"). Poza tym twórcy zaserwowali nam bardzo dziwne zakończenie, które tak naprawdę sprowadza się do kontynuacji, bez której nie dowiemy się co stało się dalej i dlaczego w ogóle tak się stało. Miejmy nadzieję, że "Szepty" powrócą w drugim sezonie, a my dowiemy się czegoś więcej. Na ten moment niestety opowieść dla mnie przynajmniej sprawia wrażenie niedokończonej, a to jest duży minus.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

Mała Dziewczynka zaprzyjaźnia się z ekscentrycznym staruszkiem z sąsiedztwa, który przedstawia się jako Pilot. Nowy znajomy opowiada jej o niezwykłym świecie, gdzie wszystko jest możliwe. Świecie, do którego dawno temu zaprosił go przyjaciel – Mały Książę. Tak zaczyna się magiczna i pełna przygód podróż Dziewczynki do krainy jej własnej wyobraźni i do bajkowego uniwersum Małego Księcia.

gatunek: Animacja, Fantasy, Przygoda
produkcja: USA
reżyser: Mark Osborne
scenariusz: Irena Brignull, Bob Persichetti
czas: 1 godz. 48 min.
muzyka: Richard Harvey, Hans Zimmer
rok produkcji: 2015
budżet: 77,5 miliona $
ocena: 6,9/10












 
Dorosłość jest przereklamowana


Chyba każdy z nas zna "Małego Księcia" autorstwa Antoine de Saint-Exupéry'ego, albo przynajmniej o nim słyszał. Ta niewielka, ale jakże przejmująca powieść zwojowała świat. Urzeka swoją intrygującą i smutną opowieścią, która koniec końców okazuje się być szczęśliwą. Tak też właśnie jest z najnowszą adaptacją książki, jednakże reżyser trochę inaczej opowiada nam historię "Małego Księcia". Czy aby na pewno przekonująco?

Fabuła filmu tak w zasadzie skupia się na małej dziewczynce (a nie na księciu), która spotkawszy podstarzałego pilota samolotu wsłuchuje się w opowieść o tajemniczym Małym Księciu, którego ów człowiek spotkał. Muszę przyznać, że jest to bardzo śmiałe posuniecie przy tak znanej powieści i jak się później okazuje bardzo trafione. Twórcy poprzez historię Małego Księcia opowiadają nam o życiu dziewczynki, która zamiast bawić się z przyjaciółmi, ciężko pracuje aby dostać się do prestiżowej akademii, a przy okazji stara się sprostować wygórowanym oczekiwaniom swojej matki. Oprócz tego reżyser pokazuje nam do czego zmierza nasz świat oraz tworzy ciekawą aluzję do ówczesnego szkolnictwa, które już od najmłodszych lat stara się wycisnąć z dzieci ile się da tylko po to, aby "coś z nich wyrosło". Przy takich sprawach zapomina się o dobru dziecka, oraz jego potrzebach, gdyż myśląc daleko w przyszłość nie jesteśmy w stanie skupić się na tu i teraz. Tak właśnie jest z mamą głównej bohaterki, która nawet chcąc dobrze dla swojego dziecka wyrządza mu krzywdę.

Film ukazuje nam powrót do dzieciństwa oraz mówi o tym, że należy się cieszyć z każdej chwili. Fabuła obrazu jest w miarę intrygująca, aczkolwiek zdarzają się przestoje w akcji, które nieco spowalniają przebieg produkcji jak i powodują zmniejszenie naszego zainteresowania. Niemniej jednak historia jest bardzo płynna, w miarę przejrzysta i łatwa do zrozumienia dla dzieci. Potrafi rozśmieszyć oraz wzruszyć. Choć jest to smutna opowieść, to jednak kończy się happy end'em. Jako, że obraz jest swego rodzaju hybrydą łączącą powieść oraz wymyślone przez twórców postacie nie powinno nas dziwić, że obie opowieści się przenikają. Niestety nie do końca przekonuje mnie zabieg dopowiedzenia dalszej historii Małego Księcia, która pojawia się w dziele Marka Osborn'a. Twórcy postanowili opowiedzieć nam o tym co było dalej od momentu kiedy Mały Książę opuścił ziemię i miał powrócić do swojej róży. Ten zabieg nie tyle co znacznie wydłuża film i sprawia, że zaczyna nas troszkę nudzić, ale również może wywołać mieszane uczucia. Reżyser popuścił wodze fantazji i z wielkim rozmachem opowiedział nam dalszy ciąg, który niestety nie do końca mnie przekonuje. Co do pomysłu to muszę przyznać, że jest on bardzo oryginalny, ale z wykonaniem niestety już trochę gorzej.

Na plus warto wymienić ciekawie nakreślone postacie, dobry polski dubbing oraz ładną i płynną animację. Do tego dochodzi jeszcze lekka muzyka, trochę humoru oraz wartościowy przekaz.

Mark Osborne podszedł do tematu "Małego księcia" trochę z innej strony i trzeba przyznać, że całkiem nieźle mu to wyszło. Może nie we wszystkich aspektach poradził sobie z udźwignięciem prozy Antoine de Saint-Exupéry'ego, ale widać w jego dziele ciekawy i oryginalny zamysł, który budzi respekt. Być może ten dopowiedziany fragment nie spodobał mi się z racji, że został stworzony w łatwej do przyswojenia przez dzieci formie. W końcu z założenia bajki są dla dzieci.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.
 
Zima 2006 rok, miasteczko Bemidji w stanie Minnesota. Lokalną społecznością wstrząsa dziwne zdarzenie - policja znajduje w środku lasu ciało zamarzniętego mężczyzny. Jednocześnie do miejscowego szpitala zgłasza się tajemniczy Lorne Malvo. W poczekalni poznaje agenta ubezpieczeniowego Lestera Nygaarda, którego życie to pasmo niepowodzeń - nie lubi swojej pracy, żona nim gardzi i porównuje do zamożniejszego brata, znęca się nad nim także szkolny kolega Sam Hess prześladujący go już od czasów liceum. Zastraszony i przygnębiony Lester marzy o innym życiu. I zwierza się Lorne'owi ze swoich trosk. Uruchomia to ciąg zdarzeń, w których Lester odkryje swoje drugie, niekoniecznie lepsze ja.

twórca: Noah Hawley
oryginalny tytuł: Fargo
gatunek: Dramat, Thriller
kraj: Polska
czas trwania odcinka: 1 godz
odcinków: 10
sezonów: 1
muzyka: Jeff Russo
zdjęcia: Dana Gonzales, Matthew J. Lloyd
produkcja: FX
średnia ocena: 10/10 (system oceny seriali wyjaśniam tutaj) 
wiek: dozwolone od 16 lat (wg. KRRiT)










"Fargo" polecił mi kuzyn, który jak się później okazało serialu nie oglądał, a jedynie zapoznał się z pierwszym odcinkiem. Niemniej jednak produkcja zaintrygowała mnie na tyle by wkrótce po nią sięgnąć. Oczywiście jak to w moim przypadku bywa wszystko się przeciąga w czasie także dopiero niedawno udało mi się zapoznać z serialem. Teraz wiem, że była to świetna decyzja.


 
Zabójcza zima w Minnesocie



Zapewne wielu z nas zna rewelacyjny thriller braci Cohen pt: "Fargo", który ukazuje niezwykle krwawe zdarzenia, które miały miejsce w Minnesocie w 1987 roku. W przypadku serialowego "Fargo" jest bardzo podobnie, ale historia jednak inna. Noah Hawley – twórca produkcji zafascynowany obrazem braci Cohen stworzył swoje własne dzieło, które wypada równie świetnie jak jego oryginał, albo nawet lepiej. W czym więc tkwi sukces serialu, który został uznany za jeden z najlepszych w telewizji?

Kluczem do odgadnięcia zagadki jest fabuła, postacie, akcja i napięcie. Ale może najpierw wszystko po kolei. Serial Hawly'ego tak samo jak obraz braci Cohen opowiada o zdarzeniach mających miejsce w Minnesocie, które wywołały nie małe poruszenie w całym stanie. A wszystko tak jak w oryginale zaczyna się od małej iskry, która po eksplozji wywołuje masę niechcianych skutków ubocznych. Cała fabuła kręci się wokół Lorne Malvo – płatnego zabójcy, który przybywa do Bemidji w sprawach zawodowych. Wtedy to właśnie spotyka Lestera Nygaarda i nieodwracalnie zmienia jego życie. Najmocniejszym atutem produkcji jest genialny scenariusz napisany przez Noah Hawley'a, który w niezwykle intrygujący sposób opowiada o mrożących krew w żyłach zdarzeniach. Oprócz tego jest niezwykle precyzyjny oraz szczegółowy dzięki czemu, każda kwestia znajduje swoje rozwiązanie i nie ma mowy jakichkolwiek niedomówieniach. Opowieść jest bardzo ciekawa, mroczna i niesłychanie krwawa. Nie jeden raz ciarki przejdą nam po plecach. Już w pierwszym odcinku dostajemy taki zastrzyk emocji, że aż trudno w to uwierzyć! Hawley'owi udało się upchnąć w jednym epizodzie tak wielką masę zdarzeń, że to przechodzi ludzie pojęcie.  Po tak mocnym starcie spodziewałem się totalnej klapy w dalszych odcinkach, gdyż stwierdziłem, że żaden nie zdoła go przebić. Okazało się, że nie musiałem długo czekać ponieważ epizod drugi zafundował mi dwa razy większą dawkę emocji niż jego poprzednik. Koniec końców ku mojemu zdziwieniu każdy odcinek "Fargo" jest tak wypełniony po brzegi akcją, aż do samego końca czyli wielkiego finału. Na plus zasługuje także solidna konstrukcja serii oraz bardzo konsekwentny ton prowadzenia akcji. Oprócz tego mamy do czynienia z niezliczoną ilością szokujących zwrotów akcji, które naprawdę potrafią zaskoczyć. Całość pod względem fabularnym jest czymś wręcz idealnym. Naprawdę nie spodziewałem się, że dostanę tak emocjonującą, szokująca i krwawą fabułę od stacji telewizyjnej. Czuję, że wchodzimy właśnie w nową, złotą erę seriali. Oby tak dalej.

Kolejną rzeczą, która sprawia, że "Fargo" to serial wyjątkowy są postacie. I to nie byle jakie. Twórca obrazu dołożył wszelkich starań, aby do tak genialnej fabuły wprowadzić, żywe i realistyczne sylwetki bohaterów, których od razu polubimy i będziemy im kibicować nawet jeśli postępują źle. Oprócz tego posiadają szeroko rozbudowaną psychikę i intrygujące postawy. W końcu głównym wątkiem produkcji jest wpływ seryjnego mordercy na życie przeciętnego człowieka, który pod jego wpływem drastycznie się zmienia. Jednakże z intrygująco zakreślonych postaci nic by nie wyszło gdyby nie rewelacyjni aktorzy obsadzeni w serialu. A trzeba przyznać, że skład jest iście gwiazdorski. W dwóch głównych rolach mamy olśniewającego Billyego Boba Thorton'a, który skrada prawie cały ekran dla siebie prezentując oszałamiająca rolę Lolne Malvo oraz genialnego Martina Freeman'a z równie rewelacyjną rolą Lestera Nygaard'a. Oprócz nich w produkcji mamy świetnego Colina Hanks'a, bardzo dobrą Allison Tolman, równie dobrego Olivera Platt'a oraz Boba Odenkirk'a. Pojawiają się także Russel Harvard, Adam Goldberg, Susan Park, Keith Carradine i Glenn Howerton.

Na uznanie zasługują także fenomenalne zdjęcia Dana Gonzales'a i Matthewa J. Lloyd'a, a także rewelacyjna i niezwykle klimatyczna muzyka Jeffa Russo. Warto także zwrócić uwagę na świetny montaż oraz imponującą scenografię. W naszej pamięci pozostaje także niesamowity klimat, jedyny w swoim rodzaju. Do tego dochodzi jeszcze lekki i zabawny humor między scenami.

Produkcja telewizyjna powstała na bazie filmu nakręconego przez braci Cohen, który jest już klasyką. Serial wielokrotnie nawiązuje do oryginału, ale w sposób pośredni. Twórca posługuje się np. lekko zmienionymi imionami i nazwiskami postaci, podobnymi lokacjami, albo poszczególnymi szczegółami, które są umieszczone w serii jedynie ze względu na respekt pierwowzoru. Nie oczekujcie jednak takich smaczków na każdym kroku. Pojawiają się sporadycznie i nie łatwo je dostrzec.

Serial "Fargo" po raz kolejny udowodnił moją tezę mówiącą o tym, że istnieje dużo ciekawych i rewelacyjnych produkcji telewizyjnych godnych uwagi. Niektóre z nich prezentują się o wiele lepiej niż niejeden film. Tak się akurat składa, że "Fargo" dostarczyło mi jak na razie najwięcej emocji i muszę szczerze przyznać, że jest to najlepszy serial jaki w życiu widziałem. Na jego sukces składa się rewelacyjny scenariusz, świetnie nakreślone i zagrane postacie oraz ponad przeciętne wykończenie. Tylko dzięki takiemu połączeniu produkcja stacji FX zyskała u mnie najwyższą notę. Sięgnijcie, a się nie zawiedziecie.

Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.
Druga z cyklu ekranizacji bestsellerowych powieści Jamesa Dashnera, thriller science fiction, którego akcja rozgrywa się w świecie dotkniętym wielkim kataklizmem. Znalezienie wyjścia z Labiryntu miało być końcem. Żadnych więcej niespodzianek, żadnych puzzli. I żadnego uciekania. Thomas był przekonany, że jeśli Streferzy zdołają się wydostać, odzyskają swoje dawne życie. W Labiryncie życie było łatwe. Było jedzenie, schronienie i względne bezpieczeństwo. Ale w świecie poza Labiryntem koniec został zapoczątkowany już dawno temu…

gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
produkcja: USA
reżyser: Wess Ball
scenariusz: T.S. Nowlin
czas: 2 godz. 11 min.
muzyka: John Paesano
zdjęcia: Gyula Pados
rok produkcji: 2015
budżet: 61 milionów $
ocena: 8,0/10








Zmiana reguł gry


Eksploatacja bestsellerowych powieści młodzieżowych zapoczątkowana tak naprawdę przez serię o "Harrym Potterze" przeżywa właśnie swój złoty okres. Jednakże okres ten nie przekłada się wcale na ilość tworzonych filmów, ale także na ich jakość. Warto jednak pamiętać, że wiele ekranizacji nie otrzymało kontynuacji, gdyż nie przyciągnęły do kin odpowiedniej ilości widowni. Na rynku na razie utrzymują się "Igrzyska śmierci", których czas dobiega już końca, "Seria Niezgodna" oraz zeszłoroczny hit czyli "Więzień labiryntu". Ekranizacja ta okazała się miłą niespodzianką na tle innych obrazów. Zdecydowanie się wyróżniała, tematyką, sposobem prowadzenia opowieści oraz mrocznym klimatem. Czy jej kontynuacja również jest taka?
 

Zaczynając od samej fabuły należy podkreślić, że jest ona niezwykle wartka, intrygująca, wciągająca oraz niezwykle przemyślana. Mamy do czynienia z ciekawie skonstruowanymi potyczkami, makabrycznymi zdarzeniami oraz mnogą ilością zaskakujących zwrotów akcji. Choć mogłoby to niektórych zdziwić to jednak "Próby ognia" posiadają naprawdę solidnie skonstruowany scenariusz, który zapewnia produkcji niezwykle płynny przebieg zdarzeń. Nie ma mowy o jakichkolwiek przestojach w akcji czy też niejasnościach w opowieści. Wszystko do siebie idealnie pasuje i ze sobą współgra dzięki czemu cały czas mamy zachowaną ciągłość zdarzeń. Tym razem twórcy postawili na akcję, która do samego końca wypełnia film po brzegi. Nie należy się jednak martwić, że jest to bezmyślna gonitwa wyzbyta jakiegokolwiek sensu. Wszystko ma swój cel. Ponadto reżyser postanowił ujawnić nam tajemnicę, którą owiany był film i przedstawił nam prawdziwą rolę próby labiryntu na chłopcach. Cała prawda wychodzi na jaw, a jest ona jeszcze bardziej przerażająca niż moglibyście sobie wyobrazić.

W obsadzie filmu znaleźli się aktorzy z poprzedniej serii oraz pojawiło się także kilku nowych. W swoich rolach powrócili Dylan O'Brien, Ki Hong Lee, Kaya Scodelario, Thomas Brodie-Sangster, Dexter Darden, Alexander Flores oraz Patricia Clarkson. Do starego składu dołączyli Aidan Gillen jako Janson, Jacob Lofland jako Aris, Rosa Salazar jako Brenda, Giancarlo Esposito jako George oraz Nathalie Emmanuel jako Harriet. Co do obsady nie mam, żadnych zastrzeżeń ponieważ każdy z aktorów wypadł co najmniej dobrze, a to już jest coś.

Kontynuacja zeszłorocznego hitu może pochwalić się również ciekawymi i dynamicznymi zdjęciami Gyula Pados'a oraz klimatyczną muzyką Johna Paesano. Oprócz tego mamy ciężki, pustynny klimat, mocny zastrzyk adrenaliny oraz mnóstwo grozy (filmowi poparzeńcy naprawdę mogą przestraszyć). Efekty specjalne stoją oczywiście na najwyższym poziomie, a całość jest dopieszczona wizualnie. Pod względem technicznym film prezentuje się rewelacyjnie. Można nawet powiedzieć, że lepiej niż pierwsza część.

Choć film powstał na podstawie prozy Jamesa Dashner'a, to niestety ale niewiele ma z nią wspólnego. O ile pierwsza część posiadała wiele zgodnych elementów z powieścią (oczywiście nie wszystkie) to "Próby ognia" prawie w ogóle ich nie mają. Zachowane zostały jedynie podstawowe szkice, postacie oraz miejsca. Reszta to wymysł reżysera. Muszę jednak przyznać, że Wes Ball wykreował bardzo dobrą historię posiłkując się książkowymi motywami. Jestem wręcz zadowolony, że nie dostałem tego co było w dziele Dashner'a, gdyż nie byłoby to tak wciągające. Tak to nie mamy pojęcia jak potoczy się dalej akcja, a to jest duży plus w szczególności, że wiele razy dojdzie do ciekawych zwrotów akcji. Tak na marginesie druga część powieści była strasznie nudna.

Podsumowując muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiego przebiegu zdarzeń. Reżyser postanowił zmienić reguły gry i opowiedzieć książkową historię, ale według swojej koncepcji. Dzięki temu stworzył napakowaną akcją produkcję, ze świetnym wykończeniem, bardzo ciekawą historią oraz niespodziewanie dobrym scenariuszem. Liczę na to, że doczekamy się ekranizacji ostatniej części cyklu, czyli "Leku na śmierć", gdyż jestem ogromnie ciekaw jak reżyser poprowadzi dalszy ciąg wydarzeń. Wiem na razie jedno, że nie będą one miały z powieścią wiele wspólnego.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

To były cztery dni piekła… Irackie miasto Karbala. 2004 rok, środek wojny w Zatoce Perskiej. Zaczyna się ważne muzułmańskie święto Aszura. Bojówki Al-Kaidy i As-Sadry atakują miejscowy ratusz City Hall – siedzibę lojalnych władz i policji, w którym przetrzymywani są też aresztowani terroryści. Ich kolejne wściekłe ataki odpiera osiemdziesięciu polskich i bułgarskich żołnierzy, którzy mają zapasy jedzenia oraz broni jedynie na 24 godziny walk. Tracą kontakt z bazą, nie wiadomo, kiedy dotrze wsparcie. Wystrzelawszy niemal całą amunicję, na racjach głodowych, zabijają ponad stu napastników, nie tracąc ani jednego żołnierza. Wygrywają największą polską bitwę od czasów II wojny światowej.

gatunek: Wojenny
produkcja: Polska
reżyser: Krzysztof Łukaszewicz
scenariusz: Krzysztof Łukaszewicz
czas: 1 godz.55 min.
muzyka: Cezary Skubiszewski
zdjęcia: Arkadiusz Tomiak
rok produkcji: 2015
budżet: 12 milionów zł
ocena: 7,3/10





 
Co naprawdę zdarzyło się w Karbali?


O "Karbali" mówiło się już na długo przed jej premierą. Miało to być wielkie wydarzenie, które uświetni działalność polskich żołnierzy w Irku. Opowiedzieć o ich odwadze, poświęceniu oraz nieocenionej woli walki. Po pierwszych pokazach przedpremierowych w sieci nawet zaczęła krążyć pogłoska, że to taki polski "Helikopter w ogniu". Choć film Ridleya Scott'a jest jednym z klasyków swojego gatunku to trzeba jednak przyznać, że "Karbala" wcale nie prezentuje się z gorsza.

Na samym wstępie należy oczywiście powiedzieć, że te dwa filmy znacznie się różnią pod względem charakteru żołnierzy w obu produkcjach. W "Helikopterze..." mamy wyspecjalizowany odział wojskowy natomiast w "Karbali" są to normalni ludzie, którzy nie są zawodowymi żołnierzami. I chyba to jest największą różnicą, która stanowi pewną barierę definitywnie odróżniającą te dwa obrazy. Twórcy serwują nam ciekawą i wartką opowieść o odwadze i wytrwaniu. Choć z początku Krzysztof Łukaszewicz ma problemy z zaintrygowaniem nas przedstawianymi wydarzeniami, to na szczęście szybko udaje mu się temu zaradzić. Akcja przyspiesza, a całość zaczyna być intrygująca. Nie mamy tutaj bezmyślnej strzelanki tylko odpowiednio wyważony obraz, który w głównej mierze opowiada o tym jak poradzić sobie z takim wyzwaniem, jakim była obrona Irackiego miasteczka. Twórcy postawili na realizm dzięki czemu nie napotkamy się na tandetne i karykaturalne akcje czy też lekko załagodzone sceny. Jest głośno, niebezpiecznie i leje się krew. Ciekawie również prezentuje się podwójna narracja, która świetnie balansuje drastyczne zdarzenia. Ogólnie rzecz biorąc pomimo trochę zbyt wolnego i nieciekawego wstępu produkcja prezentuje się całkiem dobrze.

W obsadzie produkcji znalazły się same gwiazdy męskiego kina na czele z rewelacyjnym Bartłomiejem Topą, Leszkiem Lichotą, Michałem Żurawskim oraz Tomaszem Schuchardem. Mamy także Antoniego Królikowskiego, Piotra Żurawskiego, Zbigniewa Stryja, Łukasza Simlata oraz Piotra Głowackiego. W obsadzie pojawiają się także zagraniczni aktorzy jak Hristo Shopov w roli dowódcy wojsk Bułgarskich, Atheer Adel jako Farid oraz Samir Fuchs jako dowódca rebeliantów. Co do obsady nie mam żadnych zarzutów, gdyż każdy z aktorów pokazał się jak z najlepszej strony.

W "Karbali" oprócz wciągającej fabuły mamy także świetne zdjęcia Arkadiusza Tomiaka, które prezentują sobą dynamiczność i płynność oraz bardzo dobrą, wpadającą w ucho, klimatyczną muzykę Cezarego Skubiszewskiego. Świetne efekty, trochę humoru oraz rewelacyjne wykończenie. Pod względem technicznym nie ma mowy o jakichkolwiek niedociągnięciach.

Choć film opowiada o wielkiej odwadze, poświęceniu oraz woli walki, to jednak nie używa patosu aby opisywać te cechy. Jest to jeden z najlepszych zabiegów jakie poczyniono przy produkcji tego filmu. Kompletnie wyzbyto się tandetnej już chwały i bohaterstwa. Zresztą sam bohater produkcji podczas rozmowy mówi o tym, że przybył do Iraku, aby zarobić, a nie po to, aby być na tablicy poległych.

Podsumowując muszę przyznać, że "Karbala" Krzysztofa Łukaszewicza zaskoczyła mnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Spodziewałem się czegoś znacznie gorszego, ale w efekcie okazało się, że niepotrzebnie. Po raz kolejny udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie nakręcić porządny film, który zasługuje nie tylko na uwagę naszych widzów, ale i zagranicznych.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

Niezależna, samotna i zdeterminowana Mary Bee Cudy podejmuje się misji, której bali się wszyscy mężczyźni. Jej zadanie to eskortowanie trzech szalonych młodych kobiet na drugi koniec kraju - do Iowy. Na miejscu obłąkanymi zaopiekuje się żona pastora. Kiedy Mary Bee ratuje od stryczka dezertera George’a Briggsa, ten, wdzięczny za ocalenie, zobowiązuje się towarzyszyć jej w niebezpiecznej podróży.

gatunek: Akcja, Komedia
produkcja: USA
reżyser: Tommy Lee Jones
scenariusz: Tommy Lee Jones, Kieran Fitzgerald, Wesley A. Oliver
czas: 2 godz.2 min.
muzyka: Marco Beltrami
zdjęcia: Rodrigo Prieto
rok produkcji: 2014
budżet: 16 milionów $
ocena: 7,5/10










 
Znaleźć swój cel


Wiele już było filmów kręconych przez słynnych aktorów, którzy postanowili spróbować swoich sił w reżyserii. Nie wiedzieć czemu, ale wielu aktorów niezwykle intryguje fakt stania po drugiej stronie kamery w roli osoby odpowiadającej za cały projekt. Niestety jak wiadomo większość takich spektakularnych filmów kręconych przez znanych i szanowanych aktorów, w efekcie kończy się spektakularną klapą. Jednakże po obejrzeniu "Eskorty" możemy wyjść z założenia, że Tommy Lee Jones nie zalicza się do tej grupy szczęśliwców. Dlaczego?

Film Jonesa powstał na podstawie powieści Glendona Swarthout'a o takim samym tytule co film czyli "The Homesman". Fabuła filmu ukazuje nam podróż dwójki bohaterów, którzy mają za zadanie przewieść trzy kobiety, które straciły rozum. Już od samego początku twórcy udaje się nas zaintrygować obrazem ukazując niezwykle wyważony i lekki wstęp do niezwykle ciężkiej historii. Z niezwykłą lekkością udaje mu się wykreować ciekawe i oryginalne postacie, które momentalnie są w stanie zaskarbić naszą uwagę. Opowieść jest intrygująca i z czasem coraz bardziej wciągająca. Choć tempo produkcji nie jest zabójcze, można by wręcz rzec, że czasami nawet zbyt wolne to jednak nie przeszkadza nam to wcale. Reżyser urzeka nas spokojną aurą swojego obrazu oraz sentymentalną podróżą, która ma ogromny wpływ na bohaterów.

Jednym z atutów filmu są ciekawe i charyzmatyczne postacie, które bez przerwy nas intrygują. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć co zamierzają zrobić, ani jak rozwiązać konkretny problem. Cechuje je tajemniczość i pewnego rodzaju dziwność. W obsadzie znalazły się same gwiazdy na samym przedzie ze świetną Hilary Swank oraz rewelacyjnym Tommy Lee Jones'em. Oprócz nich możemy dostrzec także Johna Lithow'a, Tim Blake Nelson'a, Jesse Plemons'a, Jamesa Spader'a, Williama Fichtner'a i  Meryl Streep.

"Eskorta" dodatkowo może pochwalić się świetnymi zdjęciami Rodrigo Prieto, które ukazują nam wspaniałe pustynne krajobrazy oraz niezwykle klimatyczną muzyką Marco Beltrami, która momentami potrafi wprowadzić nas w konsternację. Oprócz tego mamy wspomniany spokojny i sielankowy klimat z domieszką typowego westernu oraz świetnie wyważony i oryginalny humor, który potrafi rozśmieszyć.

Choć mogłoby się zdawać, że aktor nie powinien brać się za kręcenie filmu to jednak zdarzają się wyjątki. Takim wyjątkiem z pewnością jest Tommy Lee Jones, który bardzo profesjonalnie podszedł do realizacji "Eskorty" i stworzył film naprawdę godny uwagi. Ciężki, smutny, ale niezwykle intrygujący. Opowiadający o tym jak każdy poszukuje swojego miejsca na ziemi, jakiegoś celu, za którym mógłby podążać, aby odnaleźć spokój, a przed wszystkim siebie.


Zapraszamy do lajkowania naszego profilu na facebook'u abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.