Snippet

Tully

Reakcje: 

Mąż, dom i trójka dzieci! Marlo to prawdziwa superbohaterka, ale czasem nawet superbohaterki potrzebują chwili wytchnienia. Pewnego wieczoru w drzwiach domu Marlo zjawia się tajemnicza niania, Tully... Młoda, piękna i zwariowana opiekunka szybko wywraca do góry nogami życie całej rodziny. Marlo musi zmierzyć się z przebojową i pełną energii dziewczyną, która ma w sobie wszystko to, co Marlo utraciła.

gatunek: Komedia
produkcja: USA
reżyseria: Jason Reitman
scenariusz: Diablo Cody
czas: 1 godz. 36 min.
muzyka: Rob Simonsen
zdjęcia: Eric Steelberg
rok produkcji: 2018
budżet: -
ocena: 7,0/10

















Trudy macierzyństwa


Wszyscy wiemy, że dziecko to najwspanialszy dar na świecie. Wielokrotnie podkreślano to również w filmach, jak i serialach. Niestety posiadanie dziecka nie zawsze jest w takim samym stopniu radosne. Wszyscy o tym dobrze wiemy, ale o dziwo nie mówi się o tym z taką samą otwartością jak o szczęściu, jakie na kogoś spłynęło. A przecież na początku to żadne szczęście, a raczej katorga. Znana wszystkim scenarzystka "Juno" bierze się tym razem za trudy macierzyństwa i pokazuje nam, jak jest naprawdę.

Marlo to mama dwójki dzieci. Wkrótce na świat ma przyjść kolejne. Marlo nie wie, jak sobie poradzi z opieką nad kolejnym dzieckiem, kiedy jest już wystarczająco zmęczona opieką nad dwoma. Kiedy jest już u kresu sił, postanawia zadzwonić po nocną nianię, która zaopiekuje się maluchem w nocy, a ona będzie miała szansę się wyspać. Takim sposobem w jej domu pojawia się młoda Tully. Z początku niechętna Marlo przekonuje się, jak bardzo ta jej pomaga. "Tully" to film o macierzyństwie jednakże ukazanym od tej nieco ciemniejszej strony. Twórcy postanowili zboczyć z popularnego kursu i pokazać, że oprócz szczęścia jest także harówka, pot i łzy. Prawdą jest, że żeby się z czegoś nacieszyć, to najpierw trzeba się nieźle napracować. W filmach z reguły dostajemy tę drugą część. Pierwsza jest najczęściej przemilczana. Jednakże Diablo Cody i Jason Reitman w swoim kolejnym wspólnym projekcie starają się ukazać, jak jest, albo jak może być, gdy najzwyczajniej w świecie nie ma się już siły. Bez lukru, cukru pudru i brokatu. Czasami wręcz brutalnie, ale prawdziwie. I muszę przyznać, że twórcom to się naprawdę udaje. Potrafią być niesamowicie szczerzy oraz dosadni w swojej argumentacji. Bez zbędnego przesadzania są w stanie pokazać nam jakim wyzwaniem jest posiadania nie tylko jednego, ale i większej ilości dzieci. Jest przytłaczająco i niezbyt optymistycznie, ale zaskakująco ciekawie i zgrabnie zaprezentowane. Twórcy potrafią te wszystkie trudy i przeszkody przekształcić w całkiem spójną, wartką i wartościową opowieść o tym, jak sobie z tym wszystkim poradzić i mieć jeszcze ochotę oraz chęć do robienia czegoś innego. Atmosfera produkcji pomimo swojej fatalnej aury potrafi być niesamowicie lekka i przystępna w odbiorze. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale tak jest. Wychodząc z seansu, nie poczujecie się zdołowani, ale neutralnie bądź też nawet pozytywnie nastawieni do życia. Zresztą taki jest wydźwięk tego filmu. Świadczy o tym również humor, którym bardzo często się w filmie posługiwano. Sama fabuła nigdzie nie pędzi, a więc spokojnie zmierza w ustalonym kierunku. Nie napotkamy w niej żadnych drastycznych zwrotów akcji (no może poza jednym) ani szokujących zdarzeń (no może poza jednym). Jednakże nie oznacza to, że opowieść jest nieciekawa. Wręcz przeciwnie potrafi nas bardzo szybko zaintrygować i wciągnąć w świat swojej bohaterki. Twórcy z łatwością intrygują nas losami Marlo, przez co nie możemy narzekać na nudę. Jest prosto, skromnie, ale bardzo ciekawie i przekonująco. Ze szczegółami ukazują nam kolejne etapy jej przysłowiowej "podróży" tak, żebyśmy my sami mogli również odbyć tę drogę. Kawałek po kawałku. W końcu o to w tym wszystkim chodzi, by zrozumieć, że pomimo wielu trudów, to jednak jest szczęście i radość. Ten cały wysiłek się opłaca i z czasem zaczyna przynosić nam oczekiwane efekty. Jest to również swoiste zaakceptowanie nieodwracalnych zmian w życiu bohaterki, której ciężko przychodzi stabilizacja, gdy wciąż rozpamiętuje swoją "wyzwoloną" przeszłość. Jednakże jak wiadomo i na to w końcu przychodzi pora. W końcu wszyscy się starzejemy i nie da się zawsze żyć na takich samych obrotach. Coś musi ulec zmianie, inaczej nie będziemy w stanie cieszyć się tym, co mamy. A to najgorsze co może nas spotkać.

Jednakże film ten nie byłby tak mocny w swoim przekazie i przekonujący, gdyby nie wiarygodne aktorstwo dwóch pań, a w szczególności wyśmienitej Charlize Theron. Aktorka specjalnie nawet przytyła do tej roli! Co tu dużo mówić. Efekt końcowy robi wrażenie. Theron rewelacyjnie portretuje matkę na skraju wytrzymałości fizycznej i psychicznej, która jedyne czego pragnie to odzyskać chęć do życia. Jest piekielnie szczera i brutalna w swojej kreacji, ale właśnie to czyni ją tak wiarygodną. Z kolei Mackenzie Davis jest jej przeciwieństwem. Młoda, piękna, zgrabna, świetnie ubrana i zawsze pełna energii. Obiekt wzruszeń i zachwytów. Wszystko to, co Marlo już utraciła. I właśnie ta osoba pomaga jej w opiece nad dzieckiem. Jednakże oprócz tego stara się pomóc samej Marlo, aby ta odzyskała, chociaż część tego szczęścia, które z niej uleciało. Aktorka rewelacyjnie prezentuje się jako pełna energii Tully, która niczym supernowa rozświetla zastałe i ciężkie życie głównej bohaterki. Reszta obsady również prezentuje się dobrze, jednakże nie da się ukryć, że film przede wszystkim koncentruje się na tych dwóch paniach. Produkcja wyróżnia się również specyficznym klimatem, dobrymi zdjęciami oraz sporą dawką humoru.

"Tully" to sprawnie zrealizowany film o trudach macierzyństwa, który pomimo bycia "na czasie" zachowuje niezwykle kameralną wręcz hermetyczną konstrukcję. Zamyka się jedynie do pola widzenia naszej bohaterki i ukazuje nam jej wszystkie wzloty i upadki. Twórcy są pod tym względem bezwzględni i ukazują nam brutalną prawdę, która zyskuje na sile dzięki rewelacyjnemu aktorstwu. Jednakże wbrew pozorom film okazuje się niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze. Ponadto potrafi wprowadzić nas w pozytywny nastrój i pokazać, że jego prawdziwym wydźwiękiem jest radość z bycia mamą pomimo wielu przeszkód. Nie jest to dzieło wybitne, ale zdecydowanie godne uwagi.

Zapraszam do polubienia profilu facebook'okwego abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz