Snippet

Twój Vincent

Reakcje: 

27 lipca 1890 r. szczupła postać idzie po zmierzchu chwiejnym krokiem senną ulicą francuskiego miasteczka Auvers. Mężczyzna nie ma nic przy sobie; dłonie przyciska do świeżej rany postrzałowej, z której sączy się krew. To Vincent van Gogh – wówczas mało jeszcze znany artysta, dziś uznawany za jednego z największych malarzy na świecie. O jego tragicznej śmierci wiadomo od dawna, jednak nadal nie jest jasne, jak i dlaczego doszło do śmiertelnego postrzału. "Twój Vincent" opowiada właśnie tę historię, odkrywa okoliczności tajemniczej śmierci artysty. Czy na pewno popełnił samobójstwo? Co się wydarzyło przez 6 tygodni od ostatniego listu van Gogha, w którym pisał, że czuje się dobrze i jest zupełnie spokojny?

gatunek: Animacja, Dramat, Kryminał
produkcja: Polska, Wielka Brytania
reżyseria: Dorota Kobiela, Hugh Welchman
scenariusz: Hugh Welchman, Dorota Kobiela, Jacek Dehnel
czas: 1 godz. 35 min.
muzyka: Clint Mansell
zdjęcia: Tristan Oliver, Łukasz Żal
rok produkcji: 2017
budżet: 5,5 miliona $

ocena: 8,5/10














Z miłości do Vincenta


Vincent Van Gogh to nie tylko jeden z najsłynniejszych malarzy na całym świecie, ale to także jedna z najciekawszych sylwetek malarskiego otoczenia minionych dekad. Jego obrazy zachwycają i trafiają do miliona ludzi, a mimo tego jego życie nadal pozostaje w mniejszym lub większym stopniu dla nas zagadką. Szczególnie tajemnicze i trudne do wyjaśnienia są okoliczności śmierci artysty. Wielokrotnie próbowano już sportretować burzliwe losy malarza, ale chyba nikt nie zrobił tego z tak wielkim hołdem dla artysty, jak Dorota Kobiela, reżyserka filmu "Twój Vincent".

Produkcja skupia się na ostatnich dniach życia słynnego malarza i próbuje nam pokazać, jak doszło do jego tragicznej śmierci. Z jednej strony banalnie proste, a z drugiej świetnie rozegrana opowieść. Pomysł na produkcję zakiełkował w głowie reżyserki już ponad dziesięć lat temu. Z początku miała to być animacja krótkometrażowa, a wszystkie kadry byłyby efektem pracy samej artystki. Jednakże, kiedy Hugh Welchman dostrzegł w pomyśle Kobiely potencjał, zasugerował pełen metraż. Choć początki projektu nie były łatwe i ciężko było do niego przekonać producentów, koniec końców mamy teraz możliwość oglądać na ekranach naszych kin wspaniałą i jedyną w swoim rodzaju animację powstałą w całości z namalowanych przez grupę ponad stu osób obrazów. Jest to przedsięwzięcie na skalę światową, które zdecydowanie nie może umknąć Oscarowej komisji. Takiego filmu zdecydowanie jeszcze nie było. Sama technika, w jakiej powstał obraz, już na samym wstępie budzi nasz respekt i podziw. Kiedy jednak widzimy już finalny efekt, dosłownie nie sposób jest nam oderwać od niego oczu. To niesłychanie fascynująca i hipnotyzująca przygoda, która poprzez obrazy słynnego malarza próbuje nam opowiedzieć o jego tragedii. Fabuła produkcji przypomina rasowy kryminał, w którym główną rolę odgrywa Armand Roulin – młody chłopak, który ma dostarczyć ostatni list Vincenta do jego brata. Podczas poszukiwania odpowiedniego odbiorcy Armand zagłębia się w historię malarza i coraz lepiej go poznaje. Bardzo szybko wpada w obsesję na jego punkcie i za wszelką cenę pragnie odgadnąć, kto stoi za śmiercią słynnego artysty. Niestety w tej opowieści nic nie jest oczywiste. Sam pomysł na poprowadzenie historii w taki, a nie inny sposób jest godny podziwu, albowiem twórcy zakładają, że nie każdy widz będzie znać historię artysty. Dzięki temu kreują akcję w taki sposób, aby opowiedzieć jak najwięcej na temat artysty oraz jego dzieł. Pozwalają sobie nawet nieco wybielić sylwetkę malarza, aby zapadł w naszej pamięci jako dobra i kochająca osoba, która borykała się z problemami większymi od niej samej. Zabieg ten ciężko nawet krytykować, albowiem twórcom tak świetnie wychodzi kreowanie życia artysty w cieplejszych barwach, że nie sposób się na nich za nic gniewać. Zresztą relacja każdego z nas na temat jakiegoś wydarzenia bądź osoby jest czysto subiektywna. Wybieramy wersję, która po prostu najbardziej nam odpowiada. To samo zrobili twórcy produkcji i postanowili przedstawić nam Vincenta od nieco "cieplejszej" strony. Dzięki temu ich fabuła jest taka intrygująca i tak wciągająca, albowiem już na samym początku reżyserzy są w stanie stworzyć niesamowitą więź między nami a filmowymi bohaterami. To samo tyczy się postaci Van Gogha, któremu od samego początku możemy jedynie współczuć. Takim oto sposobem podążanie za przedstawionymi wydarzeniami to jedynie bułka z masłem, albowiem chcemy dowiedzieć się jak najwięcej oraz poznać prawdziwą przyczynę marnego losu artysty. Wraz z głównym bohaterem przemierzamy pola i miasteczka w celu poznania prawdy. Na każdym kroku dowiadujemy się coraz to nowszych i ciekawszych informacji na temat malarza, co pozwala nam w konsekwentny sposób zbudować od podstaw wizerunek artysty. A że w życiu Vincenta Van Gogha nic nie było takie oczywiste tym lepiej, gdy słysząc opinię od różnych osób, jesteśmy w stanie wyrobić sobie o nim nasze własne zdanie. Całość natomiast jest niesamowicie lekka oraz bardzo przyjemna w odbiorze. Filmowa opowieść ani na sekundę nie pozwala nam oderwać od siebie wzroku, a historia Vincenta intryguje nas na każdym kroku. Nie obędzie się też bez dobrego zwrotu akcji, konsekwentnie budowanego napięcia oraz dramaturgii.

Bohaterami widowiska są postacie uwiecznione przez słynnego malarza, które twórcy ożywili na ekranie. Nie skupiają się oni jednak zbytnio na dogłębnym ich przedstawieniu, albowiem fabuła obrazu jest czynnikiem, który je definiuje. Najważniejszymi bohaterami obrazu są jednak Armand Roulin, któremu głosu użyczył Douglas Booth (Józef Pawłowski w polskiej wersji językowej), a także Vincent Van Gogh, któremu głosu użyczył Robert Gulaczyk. To oni najczęściej pojawiają się na ekranie i to nimi twórcy są najbardziej zainteresowani. Postać Armanda poniekąd jest odpowiednikiem pierwszej lepszej osoby z tłumu, która o malarzu słyszała, ale do tej pory ją nie obchodził. W pewnym stopniu ignorant. Jednakże z czasem, gdy poznaje jego życiorys, zaczyna się przejmować jego losem i szuka winnych, kiedy sam też nie jest bez winy. W obsadzie znaleźli się również: Helen McCrory (Danuta Stenka), Jerome Flynn (Robert Więckiewicz), Chris O'Dowid (Jerzy Stuhr), Saoirse Ronan (Zofia Wichłacz), Elenaor Tomlinson (Ola Frycz) oraz Aidan Turner (Maciej Stuhr). Gwiazdorska obsada zarówno od strony anglojęzycznej, jak i polskojęzycznej.

Strona techniczna produkcji to oczywiście majstersztyk. Technika, w jakiej powstał film, budzi w nas podziw oraz respekt do osób, które trudziły się, aby namalować każdą klakę nakręconego wcześniej filmu w charakterystycznym dla Van Gogha stylu. Natomiast każda sekunda to dwanaście obrazów do namalowania! Ogrom pracy oraz wysiłek, jaki włożono w namalowanie produkcji, świadczy o wielkim oddaniu i miłości do postaci samego malarza. Na naszą uwagę zasługuje również fenomenalna muzyka Clinta Mansell, który w niesamowity sposób oddaje emocje, jakie towarzyszą nam podczas wpatrywania się w obrazy Vincenta. Ponadto warto zwrócić uwagę na klimat, napięcie i dramaturgię, a także na polską wersję językową, która prezentuje się wyjątkowo dobrze.

"Twój Vincent" to nie jest zwykły film. To produkcja powstała z miłości do artysty oraz będąca niesamowitym hołdem dla jego twórczości, oraz wpływu na późniejsze generacje malarzy. Tę miłość i poświęcenie widać oraz słychać w każdej klatce obrazu. Seans produkcji Doroty Kobieli i Hugh Welchmana to niesamowite i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że oprócz bajecznej techniki, twórcy intrygują nas również historią i pokazują, że pomimo tylu produkcji na temat Vincenta, postać malarza wciąż potrafi intrygować. Rewelacja!

Zapraszam do polubienia profilu facebook'okwego abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz