Snippet
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth Moss. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth Moss. Pokaż wszystkie posty
Christian ma wszystko pod kontrolą. Jest atrakcyjnym mężczyzną o wielkim uroku osobistym. Niedawno się rozwiódł i lubi wdawać się w niezobowiązujące romanse, a młoda amerykańska dziennikarka może okazać się jego nowym trofeum. Na co dzień Christian jest dyrektorem prestiżowego muzeum sztuki nowoczesnej, co daje mu władzę i idealną pozycję społeczną. Do tego przykładnie opiekuje się córkami, jeździ kosztującą fortunę Teslą i wspomaga potrzebujących – zwłaszcza, jeśli nie wymaga to od niego zbyt dużego wysiłku. Jednak podczas przygotowań do premiery instalacji "The Square", z którą wiąże ogromne nadzieje, utrzymanie starannie pielęgnowanego wizerunku okaże się być dla niego nie lada wyzwaniem.

gatunek: Komedia
produkcja: Dania, Francja, Niemcy, Szwecja

reżyseria: Ruben Östlund
scenariusz: Ruben Östlund
czas: 2 godz. 22 min.
zdjęcia: Frederik Wenzel
rok produkcji: 2017
budżet: 5,5 miliona $

ocena: 7,3/10















Lek na wszystko


Wyobraźcie sobie krainę, w której pomimo dobroci wielu ludzi oraz ich ofiarności na świecie dalej istnieje zło, arogancja i ubóstwo. To chyba nie takie trudne, albowiem ziemia jest najlepszym przykładem, by zilustrować to, co wyżej napisałem. Nie ważne ile dobrego zrobimy ani jak bardzo pomożemy innym to i tak będzie to jedynie ziarenko piasku na pustyni. Całego świata nie zmienicie, nieważne jak byście mocno próbowali. A co jeśli istniałoby takie miejsce, w którym wszystkie bariery znikałyby? Miejsce, w którym każdy byłby równy i wszyscy pomagaliby sobie nawzajem w potrzebie? Utopia? Nie. To jest The Square.

Christian to dyrektor szanowanego muzeum, który przygotowuje się właśnie na otwarcie nowej wystawy. Będzie to wyjątkowy pokaz sztuki inspirowany prostotą, miłością i troską o innych. Ten nowatorski pomysł ma wstrząsnąć publiką i sprawić, że otworzy oczy na rzeczy, które zwykle pomija. Niestety Christian nie wie, że jego życie również zostanie wstrząśnięte w mniejszym lub większym stopniu przez organizowaną wystawę. Ruben Östlund, szwedzki reżyser, którego doskonale pamiętamy z "Turysty" powraca z całkiem nowym dziełem. Poprzednio twórca zastanawiał się nad postępowaniem jednostki, która w krytycznych sytuacjach myśli wyłącznie o sobie. Obrazie towarzyszyły dewiacje na temat ludzkiej psychiki oraz mierzenie się z konsekwencjami swoich wyborów. W "The Square" reżyser robi praktycznie to samo, tyle że wybiera całkiem inny temat oraz odmienną stylistykę. Motywem przewodnim całego obrazu jest Kwadrat (z ang. square), który według artysty ma symbolizować "bezpieczną przystań" dla każdej osoby, która jest w potrzebie. Podkreśla, że w kwadracie każdy jest równy i każdy sobie pomaga. Niczym wyimaginowany świat, który wielu z nas chciałoby ujrzeć. Nic więc dziwnego, że tytułowy kwadrat staje się soczystą satyrą nie tylko na głównego bohatera, ale także resztę społeczeństwa. Jak do tego dochodzi? Bardzo prosto. Reżyser po prostu rzuca naszego bohatera w wiele dwuznacznych i niecodziennych sytuacji, które nasza postać musi przezwyciężyć. Spektrum niedogodności, jakich uświadczy nasza sylwetka, można by porównać z codziennością, albo katastrofalną reakcją przyczynowo skutkową, którą na siebie mógł sprowadzić dosłownie każdy. Najdziwniejsze w tym wszystkim jednak jest to, jak dwuznaczna potrafi być ludzka intuicja. Albowiem wszystko rozchodzi się o to, co wypada zrobić w konkretnej sytuacji. Reżyser uwielbia element zaskoczenia oraz "szaleńczo niezręczne momenty", które w tłumie uchodzą za wynaturzenie. Jesteś sobą, gdy jesteś taki jak inni. Gdy zachowujesz się tak jak inni. Jednakże bycie innym od całej reszty jest już postrzegane jako rzecz nienaturalna. To samo tyczy się kryzysowych sytuacji, czy też wydarzeń nie do przewidzenia, które testują nasze obywatelskie postawy. Gdy ktoś będzie leżeć na środku chodnika, podejdziesz do niego i spytasz się, czy wszystko w porządku? Pewnie nie no bo skoro tak leży to pewnie lump. Zresztą tyle ludzi dookoła, a więc pewnie ktoś już się go pytał bądź wkrótce się zapyta, także nie ma problemu. Niestety już na tym etapie pojawia się prblem, jakim jest sama "dyskusja" z sobą samym w myślach na temat tego, czy komuś pomóc, czy nie. A co jeśli to profesor uniwersytetu, który po prostu zasłabł? Jemu to każdy by pomógł, gdyby miał tylko na czole napisane "Wykładam na Uniwersytecie Jagiellońskim". Wy też przecież chwielibyście otrzymać pomoc, będąc w jego sytuacji. Nieprawdaż? Jednakże idąc tym tropem, nie rozwikłamy zagadki "The Square" albowiem reżyser skutecznie komplikuje każdą sytuację i z robi z niej złożoną łamigłówkę. To zaś kieruje naszego bohatera na bardzo dziwne tory, które przybierają formę zemsty za jego niefortunne przypadki. Problem w tym, że na koniec i tak mu się za to wszystko dostaje. Östlund lubi szokować prostotą. W najnowszym filmie oprócz tego dodaje do tego szczyptę goryczy, a także niekończącą się liczbę beznadziejnych rozwiązań, które z każdym krokiem pogrążają naszą postać. Tutaj nic nie jest proste. Wszystko jest wręcz banalne, ale ukazane w taki sprytny sposób, aby uchodzić za niesłychanie skomplikowaną rzecz. Tak jak nasz biedny bohater, który w swojej niewinności, a zarazem zbyt wielkiej dobroduszności zderza się ze światem rzeczywistym, w sposób, jakiego nie mógł przewidzieć. A jeszcze nie tak dawno wszystko układało się rewelacyjnie. "The Square" to wyśmienita satyra na dzisiejsze społeczeństwo, które nie tylko nie toleruje inności, ale też pozostaje ignorantem wobec rzeczy tak prostych, że aż oczywistych. Choć ciężko nam to zrozumieć zapewne sami nie raz zachowaliśmy się podobnie. Czy był to okaz naszej złości, ignorancji, a może ulegliśmy emocjom i podczas ich uzewnętrzniania przekroczyliśmy pewną granicę? Tylko teraz pozostaje pytanie, która strona przysłowiowej "granicy" uchodzi obecnie za tę "normalną". Według Östlunda to właśnie ta, której przekraczać nie powinniśmy, albowiem zamykamy się na problemy ogółu, myśląc jedynie o sobie. Nie ma czegoś takiego jak jeden dobrze funkcjonujący organizm, albowiem najważniejsza jest jednostka, czyli my sami. Sprawy ogółu są na dalszym planie, albowiem każdy na pierwszym miejscu troszczy się o siebie. Nie zaprzeczajcie, albowiem to prawda. W takim razie co w tym złego? No właśnie nic! Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy pomyślawszy już o sobie, nie zostawiamy w naszej głowie miejsca dla innych. To boli najbardziej. Obraz pełen jest sytuacji, które perfekcyjnie obrazują taktykę obraną przez reżysera i obnażają przed nami wszystkie te mankamenty. Niestety nie wszystko jest takie piękne. Pod bardzo aktualną i trafną satyrą kryje się średnio ujmująca historia, która bardzo często ma problem ze skupieniem na sobie naszej uwagi. Potyczki głównego bohatera to tak naprawdę seria pojedynczych skeczy, które składają się z przyczyny, czynu i skutku dokonanej czynności. Szablon ten powtarzany jest w kółko aż do znudzenia. Jednakże zabieg ten nie byłby problemem, gdyby nie fakt, że pomiędzy tymi "skeczami" w obrazie prawie nic się nie dzieje. Akcja filmu drastycznie zwalnia, a reżyser często ukazuje sceny, które wiele do obrazu nie wnoszą. To prowadzi do całej masy niepotrzebnych wstawek, które wydłużają czas trwania aż do 2 godzin i 22 minut. To naprawdę spory metraż, który niestety często się dłuży i nuży. To zaś powoduje, że akcja obrazu jest nierówna, co zaś przekłada się na nasz odbiór produkcji. Wychodząc z kina, niestety poczujemy się niemiłosiernie zmęczeni, jakby przejechano nas kilkakrotnie walcem drogowym. Szkoda, albowiem produkcja oprócz tego jest godną polecenia przygodą, która bardzo trafnie podsumowuje dzisiejsze społeczeństwo.

Aktorsko film wypada rewelacyjnie, a to wszystko jest zasługą praktycznie jednego aktora. Claes Bang świeci w "The Square" niczym gwiazda Betlejemska i rewelacyjnie portretuje wszystkie wzloty i upadki swojego bohatera. Jego postać to świetnie napisana sylwetka, która co rusz musi się zmierzyć z kolejnymi kłodami, jakie reżyser rzuca mu pod nogi. Twórca nie tylko pokazuje dwoistość swojego bohatera, ale także stara się odpowiedzieć na pytanie, czemu to wszystko robi. W końcu nic nie dzieje się bez przyczyny. W obsadzie pojawiają się również Christopher Læssø i Terry Notary jako człowiek małpa. Niestety nie potrafię zrozumieć roli Elizabeth Moss i Dominica Westa w tej produkcji. Ich obecność na ekranie zdecydowanie odstaje od reszty aktorów. Choć są to dobrzy artyści, to jakoś nie mogę się pozbyć wrażenia, że zostali wepchani na siłę do obrazu. Oczywiście nie postacie. Aktorzy. Co prawda o rolę Moss można by się jeszcze kłócić, co nie zmienia faktu, że obeszłoby się bez niej. Natomiast pojawienie się Westa w produkcji to typowy chwyt marketingowy, albowiem rola to żadna. Może jest 7 minut na ekranie? Nie wiem, nie liczyłem, ale wszystko wygląda na to, że właśnie tak się stało z tą dwójką. Produkcja ponadto jest bardzo ładnie nakręcona, z ciekawym doborem utworów muzycznych oraz klimatycznymi scenografiami, które nadają obrazowi specyficzny klimat. Do tego dochodzi jeszcze trafnie wymierzona satyra w nasze społeczeństwo oraz humor, który raz wypada lepiej, a raz gorzej.


"The Square" to naprawdę dobre kino, które niestety poległo na zbyt długim metrażu i zbyt wielowątkowej fabule. Trzeba znać umiar, którego Östlundowi niestety zabrakło. Za bardzo skupił się na przekazaniu myśli przewodniej obrazu, aniżeli nad jego płynnością i większą przystępnością. Mogło być zdecydowanie lepiej. Szkoda.

Zapraszam do polubienia profilu facebook'okwego abyście zawsze byli na bieżąco z recenzjami.